• Wpisów:309
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 20:13
  • Licznik odwiedzin:10 969 / 2410 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Przez parę miesięcy spokoju zapewnionego przez zmianę środowiska, gdzie nikt mnie nie znał i o nic nie prosił, mogłam się zrelaksować i nie martwić o... fobię. Gdy napiszę o niej to pewnie będzie " o ja to ma" i zapewniam, żebyś się dobrze zastanowił-a. Fobia to nie strach, lecz baaaaaardzo silny lęk. Ale to naprawdę baaaaaardzo wielki. Jest tak wieeeelki, że fobie zaliczane są pod choroby. Możemy się bać pająka, nauczyciela, cebuli, ale jesteśmy w stanie to wytrzymać, znieść widok itp. jest to poprostu zwykły STRACH. Piszę ten wstęp, gdyż w trakcie poszukiwań informacji na temat mojej fobii natknęłam się na sondaż, któy określił że ponad 60% osób ma tą fobię, a tym czasem zakładam, że zwyczajnie pomylili fobię ze strachem.

Wracając do tematu, fobia o której piszę to glassofobia, czyli silny lęk przez wystąpieniem publicznym. Brzmi klasycznie? I teraz się załącza "o ja też się tego boję" i tu też zapewniam, że raczej 90% z nas się boi albo ma tremę (jeśli nie wzieliście tego za to samo), ale z własnych obserwacji widzę, że nawet jeśli się boicie to i tak WYCHODZICIE NA SCENĘ. Mówicie "no bo co mam zrbobić, karzą to muszę". A prawdziwy glassofobik choćbyś w niego kamehamehę wystrzelił-a to nie wejdzie.

I już naprawdę wracając do tematu. Na francuskim pani oznajmiła, że robi jakąś pracę na uniwersytet i każdy z nas ma tylko powiedzieć jakieś 3 zdania po francusku przed kamerą typu: Bonjour, je m'appelle Cornela, je suis journaliste et je ne veux pas changer ma vie. Po paru miesiącach stwierdziłam, że się tylko stresuję i dam radę.











Nie dałam. Powiedziałam jakieś 3 słowa i się zacięłam. Pani (która jest istnym aniołem i wielbię ją, kocham i cenię jako najwspanialszą i najmilszą kobietę na świecie -> nazywamy ją aniołem) powiedziała abym spróbowała jeszcze raz, też się zacięłam, spróbowałam trzeci raz (myślałam, że zejdę na zawał... moje serce miało swoją własną odsiecz wiedeńską), starałam się zignorować, że głos mi się załamywał i był prawie niesłyszalny a przerwy między słowami były ogromne i cała wypowieedź musiałą wyglądać okropnie. W końcu nie wytrzymałam i przytuliłam głową o ławkę. Musiałam ją schowa, żeby nikt nie widziął mojego ataku. Zazwyczaj nie mogę utrzymać równowgi, duszę się i rozmywa mi się pole widzenia, a wszystkie uczucia gotują się i mam ochotę wpaść w przepaść, no tu było inaczej. Siedziałam, więc nie czułam, że moje nogi nie mogą utrzymać ciężaru, a uczucia? No cóż.... nie ma co omijać temat. Zakryłąm twarz, żeby nikt nie wiedział, że się rozpłakałam. Najgorsze! Wolałabym już po raz kolejny zemdleć, ale musiałam się rozbeczeć z powodu głupiej kamery. Było malo? NIe dość, żetym razem nie powstrzymałam uczuć to musiałąm dostać ataku paniki. Pani się przeraxiła i próbowała mnie jakoś uspokoić. Moja przyjciółkawyprowadziłą mnie z klasy z paczką chusteczek. Upokorzenie wielkie. Chciałam się zapaść pod ziemię, albo chociaż wytłuaczyć, że to przez fobię. Nie chciałam zrezygnować, bo wiedziałam, że i tak będę musiała wystąpić. W mojej poprzedniej szkole moje zdanie nie miało znaczenia, do czego się przyzwyczaiłam, więc zmuszanie mnie do występów było normą, a że nie kończyło się to pięnie to już nie moja wina. Jednak przeżywanie tych wszystkich uczuć na scenie, to już było dla mnie koszmarem, lecz zawsze starałam się wytrzymywać jak najdłużej a efektem na scenie się nie przejmować, gdyż to wina nauczycieli, nie moja. Moja przyjaciółka doradziła mi psychologa. Wcześniej jej powiedziałam o wizycie z psychologiem w szpitalu i to co mi powiedział. Choć wszyscy od samego początku zalecali mi abym chodziła na regularne wizyty do ośrodka (tu chodziło o inny powód) to jednak odmówiłam, nie chciałam tracić mojego czasu na psychologa, korki i wiele innych rzeczy, dlatego odmawiałam ze wszystkiego, co mogłoby zabrać mi mój wolny czas, i tak już sporo ograniczony. Po za tym moja rodzina gdyby dowiedziała się o kolejnymm problemie, to już na siłę by mnie zaciągneli do tego całego ośrodka, ale raczej skpiliby tą fobię. Dla nas jest to błachostka. Fobia brzmi tak samo obco i niemożliwie jak depresja, czy bulimia. Nie jest to choroba, ani nc poważnego, to świat nowoczesny hiperbolizuje normalne uczucia. Tak więc to mały sekret... Na lekcję już nie wróciłam. Weszłam tylko po rzeczy. Starałam się wytłumaczyć przed aniołem, że to fobia (chyba nie zrozumiała (hiperbolizacja współczesnego świata)), no ale reszcie klasy... cóż, może zapmną przez święta. Przynajmniej pewna osoba, która chodziła do mojej poprzedniej szkoły i która mnie nienawidzi mogła oświadczyć, że nie żałuje,, iż przyszła ostatniego dnia do szkoły.

To tyle.
Ps.: Dla ciekawch, kiedyś miałam silną fobię społeczną (w czasach depresji była naprawdę widoczna), ale dzięki mojej ciężkiej pracy udało mi się jakoś ją pokonać, później zmieniłam środowisko, więc już z automatu teraz mogę się nazwać na nawet otwartą osobę, a moja dawna fobia społeczna jest już tylko nieśmiałością. Warto pracować nad sobą, ale tą fobię zostawię w spokoju, nie wiem jak się za nią zabrać i nawet nie chcę próbować.
 

 
Najgorsze upokorzenie? Kolejne zmartwienie rodziców? Nie jest łatwo. Jeżdżenie po lekarzach już wszystkich zmęczyło. Skoro wszyscy mówią, że jest dobrze, to raczej jest. Tak więc nie ma co szukać dziury w całym, miałam spokój przez pewien czas. A dziś? Dziś przesadziłam, moje ciało przesadziło. No nic, czasem trzeba przyjmować upokorzenia, ale zamartwiać innych... ach, starałam się, chciałam to kontrolować. Nie wyszło, a byłam tak blisko. No trudno. Znów odpłynęłam... w środku Kościoła, w środku Mszy. Jak to niestety bywa, Kościół dzisiaj to miejsce (nie ludzie,lecz miejsce) gdzie ludzie lubią nazbierać informacji jak tam u sąsiadów, innych ludzi itp. No a ja, cóż, myślę, że się już rozniosło. Przynajmniej nic nie pamiętam. Chociaż tyle. W szkole, w domu, w Kościele, na dworze, to bez różnicy. Przyczyny nie ma. Takie mam ciało. Co do moich wyborów, też nie mam już pewności. Boję się, że będę żałować, no ale na chwilę obecną chcę tą ścieżką podążać. Och, ten post jest dość pesymistyczny, no ale nie ma co się martwić. Jestem pełna optymizmu! Będzie dobrze. Nawet jeśli będzie źle, zawsze możemy to zmienić, zmienić swoimi dłońmi, nie czekać na kogoś.
Ps.: Ta wiosna jest taka piękna, delikatna i łagodna.
Ps.2: Dowiedziałam się, że w dni wolne od szkoły (przez maturę) muszę jechać do Niemiec
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Postanowiłam zmienić wygląd tego oto bloga gdyż poprzedni był nieco... przygnębijający.... I muszę się przyznać, że kody css to piekło! Skasowałam kod przesunięcia prawego bloku na lewą stronę aby wrócił na swoje sare miejsce..... I teraz nachodzi na blok wpisów.... Wshbgbugnfweiewobfdsnnfldmvsfepig ietq5h839!! Pomęczę się jeszcze jutro bo dziś... no cóż mam serdecznie dość a mam jeszcze napisać pewną prace......................... Bye!
 

 
Woow! To już 270 dni?! Weszłam na tego staruszka z przed 1606 dni aby odszukać stary wpis z sketchtoy'em... i przy okazji powspominałam chwile ze starymi wpisami.... wiecie teraz jest ok, ale jak czytam te wpisy z przed 1/2/3 lat... to nie wiem co powiedzieć... teraz już zapomniałam... wymazałam to z pamięci. Jak napisałam teraz jest ok.




Zauważyłam że przez te 270 dni co upłynęły od ostatniego wpisu nie wiele się zmieniłam a jednak. Postanowiłam (puki jeszcze pamiętam hasło i www strony), że napiszę o swoich zmianach bo może za kolejne 300 dni znów tu zajrzę jako jeszcze inna osoba.
No dobra! Czas zacząć wyliczankę!
1. Pofarbowałam włosy na różowo, potem zmieniłam na filetowy
2. Jestem na bio-chem w liceum i mam zamiar (puki co) studiować albo medycynę (najchętniej diagnostykę) albo stomatologię i dorobić ortodontrię.
3. Brat kupił świnkę morską więc nie jestem już tak samotna ^^ (nazywa się Prezes)
4. Zmieniłam swoje podejście i poglądy (czas leczy rany) i obecnie ciągle się uśmiecham, mam 2 przyjaciółki (to trochę śmieszne biorąc pod uwagę kim były dla mnie, kiedy przeżywałam najcięższy moment mego nastoletniego życia). Po za nimi mam jeszczę dwie osóbki, które po prostu uwielbiam (identyczne zainteresowania i wspaniałe charyzmatyczne charaktery).
5. Zmniejszyłąm % w swoim przedziale „manipulacji” i już nie ulegam wpływom innych jak dawniej.
6. Czytam znacznie więcej książek, znacznie więcej piekę i gotuję, zaczęłam po tak dłuuugiej przerwie rysować.
7. Śmiało wyrażam swoje opinie i trzymam się swoich racji (można to nazwać upartością ale w moich oczach wygląda to pozytwnie, bo w końcu dostaję to co chcę).
8. Zmieniły mi się poglądy religijne i polityczne ale bardziej te drugie (ale nie będę tego rozwijać bo bym nie skończyła )
9. Nawet nie wiecie jak historia może być fascynująca!! (ale nie ta głoszona z za szkolnej ławki).
10. Właśnie teraz powinnam uczyć się do kartkówki z biologii ale to tylko genetyka ^^ (jest taka fascynująca).... co do tego punktu mam kolejne nowe i dziwne fascynacje np. papier, chusteczki o zapachu mięty, wszyskie rodzaje pomatek, pudełka, szlifiarki XD, SKUTERYYY i MOTORYY!! (gdybym nie była człowiekeim to wyznałabym miłość mojemu rometowi i yamaszce 750 mojego taty)) i wiele innych...
11. Zcięłam włosy.
12. Urosłam 1cm (T^T) teraz mierzę 173cm i wierzcię... to nie jest mało.
13. Podobno mój umysł stał się jeszcze bardziej zmasakrowany (bardziej niż da vini'ego)
14. Obejrzałam tak dużo horrorów, że już mnie nie straszą a c ogorsza nudzą... ale to nie dotyczy rpg, które wcale nie muszą straszyć... po prostu są takie fascynujące i wciągające!!
15. Chyba zniszczyłam sobie relacje z rodziną (tą dalszą)... a co mi tam X3
Te ostatnie punkty już nie mają większego sensu więc nie będę na siłę przeczesywać swego życia z ostatnich 170 dni.


Na koniec dla tych którzy to czytają.
Wiecie, średnio człowiek żyje 60 lat. Raczej większość z was jeszcze nie ma 30, więc nie niszczcie swojej młodości przez parę osób,, nie warto. Jeszcze wiele przed nami (wiecie dorosłe życie to do piero level hard!! Choć nasze życie dorosłe może zacząć się już w wieku 16 lat kiedy jeszcze nie martwimy się skąd weźniemy pieniądze na rachunki itp.). To trochę jest na mijankę. Po smutku przychodzi szczęście tylko trzeba być cierpliwym i trochę spóścić pary z siebie. Myślę, że ludzki los został tak napisany alby cierpieć by potem śmiać się jeszcze szczerzej i piękniej niż przedtem. Tak więc nie marnujcie chwili jak ja zmarnowałam 2 lata (nad czym ubolewam bo lata młodości raczej już nigdy nie wrócą a są tak unikatowe (jiz piszę jak jakaś babcia ;D)). Jeszcze jedna rada. Nie należałam do osób, które lubiły pokazywać swoje słabości i wiecie? Nie zmuszajcie się do uśmiechu, a płaczcie gdy nikt was nie widzi. No to tyle, bo jeszcze przyciągnę na siebie jakieś nieszczęście i cała moja teoria szlak trafi i jutro wejdę tutaj by się wyżalić jaki ten świat jest okrutny

 

 
Jak wiecie mam starszego brata. Od roku ma dziewczynę M. Posiadanie rodzeństwa jest trudne. Masz starszego brata - porównają cię do jego dziewczyny. Masz starszą siostrę - porównają cię do siostry. Jeśli masz młodsze rodzeństwo wydaje się, że rodzice skupiają całą swoją uwagę właśnie na nim. AGH! JUZZZZZZZZ... bycie porównywanym jest... cóż nie tłumaczę. Zepsute relacje z rodziną utrata szansy na letnią pracę... tylko dlatego, że muszę być pełną dumy osobą, która nie może znieść porównywania. M jest miła i wg wydaje się być idealna (aż dziw, że ktoś taki istnieje). Normalnie postać wyjęta z mangi (ojou-san). Więc nic dziwnego, że jestem w takiej sytuacji rodzinnej. Po za moim porąbanym charakterem (szczerze współczuję rodzinie, że mnie znoszą), to tylko tyle, że rodzice ciągle się kłócą (coraz częściej o drobiazgi). Jakoś nie przeszkadza mi, że tata znika na całe dnie i nawet współczuję mu takiej pracy, ale gdy są oboje w domu to nie ma innego wyjścia jak wziąść słuchawki na uszy i zamknąć się w pokoju by nie słuchać wrzasków ich kłótni. Ah... myślę, że po dwudziestu latach małżeństwa to żadna nowość, po za tym i tak wiem, że się kochają i mnie i brata też. Rodzina to skomplikowana komórka społeczna, mimo że jest najmniejsza to najtrudniejsza do utrzymania w społeczeństwie. Ale i tak zostało mi tu mieszkać przez 3 i pół roku wiec zaciskam zęby i ćwiczę swoje nerwy (i ich także).



  • awatar Avren☆: Eh... kłótnie rodziców są straszne. Oby tylko przetrwali i przestali się kłócić.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Tu było moje zażalenia do mojej beznadziejności ale je usunęłam... kto wie dlaczego?
Kocham tą piosenkę!
 

 
Bardzo kocham swoich rodziców. Są jednymi z naprawdę niewielu ludzi, których kocham. Właściwie rodzina jest dla mnie najcenniejsza, gdyż nie mam innych cennych wartości. Jednak i oni są wstanie doprowadzić mnie do łez. Nienawidzę gdy mi to robią. Nawet nie wiedzą jak bardzo są wobec mnie okrutni. Oczywiście nie zrobili tego świadomie i nie zdają sobie sprawy, że płakałam i modliłam się do Boga. Chodziłam z latarką po całym placu i wychodziłam na ulicę.
Może jestem przewrażliwiona ale to co się dzieje w historiach, powieściach czy w telewizji to rzeczywistość, rzeczy, które dzieją się obok nas, dotykają innych. Myślałam, że cały mój mały świat się sypie. Bez przerwy wzywałam Boga i wyzywałam ich od idiotów, choć nie byli niczemu winni. To już druga taka sytuacja w moim życiu. Było to parę lat temu... nie chcę o tym pisać.

Bliskie osoby zadają większy ból niż największy wróg.

A niech ich! To takie samolubne! Za bardzo ich kocham, że nawet nie wiedzą co czuję. Ciekawe jak oni by się postawili w mojej sytuacji! Mają szczęście, że mama oddzwoniła (choć po bardzo długim czasie) bo miałam dzwonić po rodzinie! Ah, naprawdę ludzie mnie wykańczają!


  • awatar Postawnasiebie: Może powinnaś z nimi porozmawiać? Może oni nie są świadomi tego, że wyrządzili Ci czymś tyle przykrości? Czasami najlepsza jest zwykła rozmowa i powiedzenie tego co leży nam na sercu. Głowa do góry!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Refren tej nuty jest taki życiowy, że aż szkoda, że ludzie są tacy ...
 

 
Umęczona wróciłam do domu po ośmiu godzinach tyrania. Na zewnątrz przez okno świeciło się w kuchni światło. Drzwi były otwarte. Jak tylko weszłam do środka usłyszałam z piętra, głos mojego brata.
„Kasia chodź zobaczyć!”
Szybko się przebrałam i weszłam na górę. Spodziewałam się wszystkiego ale na pewno nie tego. Mogłam w swoim umyśle stworzyć każdy obraz ale ten? W życiu! Weszłam do pokoju i rozejrzałam się. Spojrzałam na brata opierającego się o komodę i spoglądającego na mnie. Dawał mi wskazówki wzrokiem w którą stronę mam patrzeć. Popatrzałam na stolik stojący przed łóżkiem. Oczywiście pomyślałam „Może chodzi mu o ten bałagan? Nie no zawsze tam był więc co w tym takiego ekscytującego? W tym dniu jest jakiś inny, wyjątkowy? Spojrzałam trochę dalej. Na łóżku w rogu leżała mała kulka. Podeszłam bliżej i oczom nie mogłam uwierzyć! To był mały szczeniak! Mój brat wiedział, że póki co nie chcemy mieć więcej psów. Tak postanowiła cała nasza rodzina po śmierci Tofika. Jednak uważam, że postąpił słusznie.
Otóż kiedy mój brat jechał samochodem przez las, samochód przed nim się zatrzymał i coś wyrzucił przez okno a następnie szybko odjechał. Ciekawość mojego brata dała za wygraną więc zatrzymał samochód i wysiadł. W rowie, w środku lasu leżał mały szczeniak. Kiedy to usłyszałam z ust BB po prostu miałam ochotę zabić. Po prostu zabić... Moja nienawiść do ludzi jest tak wielka, że wystarczy trochę więcej oliwy i już płonę. Strasznie nienawidzę ludzi. Zawsze mam nadzieję, że jak tylko umrę to zaraz po tym będzie apokalipsa i wszyscy ludzi po***a. Muszę jednak przyznać, że przy lubianych przeze mnie ludzi potrafię być aż nadto entuzjastyczna. Podeszłam do pieska i próbowałam go dotknąć. Od razu wtulił się jak najgłębiej w róg, żeby ludzka dłoń go nie dosięgła. Tak bardzo boi się dotyku. BB po dziesięciu minutach wziął go do samochodu i oznajmił, że jedzie do swojej dziewczyny. „Może go wezmą”. Kiedy odjechał poczułam żal. Powiedział mi przed wyjazdem, że mogą go nie przyjąć. W takim wypadku dalej będziemy szukać mu domu.

Na koniec (tak, przepraszam! Wiem, że bardzo przeciągam i nikomu nie chciało by się tego czytać) chcę powiedzieć, że każdy tak okrutny jak ci ludzie z samochodu lud jak ojciec tego dziecka z Anima Villas K. Dąbrowskiego powinni UMRZEĆ MARNIE W NAJOKRÓTNIEJSZY SPOSÓB NA ŚWIECIE JAKI ZOSTAŁ WYNALEZIONY LU WCIĄŻ NIEODKRYTY BO TO ISTOTY PLUGAWE I ZANIECZYSZCZAJĄCE ZIEMIE I NISZCZĄCE DOBRE IMIĘ CZŁOWIEKA, A RACZEJ POZOSTAŁOŚCI Z TEGO DOBREGO IMIENIA. Gińcie i przepadnijcie! Niech ogień piekielny was pochłonie! Smażcie się i cierpcie boście gorsi od modliszek które po urodzeniu zjadają głowę ojcu!

Przepraszam, musiałam się wyżyć choć mi nie przeszło.

GIŃCIE! PRZEKLINAM WAS KANALIE! UMIERAJCIE! LIGHT POWINIEN WPISAĆ WAS DO DEATH NOTE!

Tak więc jak będziecie dorośli lub już jesteście albo wasi rodzice, wujkowie, znajomi będą planować zrobić coś takiego powstrzymajcie to! Niech ich te moje zminimalizowane prawie do zera obelgi nie dotyczą. Jak nie chcecie zwierzaka to zamiast skazywać ich na taki los można oddać je do schroniska albo porozwieszać ulotki. Jest mnóstwo dobrych rozwiązań ale nie to gdzie zwierzątko ma tak cierpieć!

A teraz idźcie w świat i minimalizujcie procenty KANALII w populacji ludzkiej.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Przez ten czas jaki nie pisałam działo się naprawdę wiele. Wspierałam brata, płakałam, śmiałam się. Czas znacznie przyspieszył. Ostatni rok w tej szkole.. w końcu. Te wszystkie osoby... w końcu będę mogła ich nie oglądać. Kiedyś pisałam, (w zeszłą zimę), że mój pies Tofik dostał paraliżu tylnich łap. 30 września w nocy zmarł. Każdy opłakuje śmierć swojego ukochanego psa, chociażby w sercu nie "z oczu". Mój pies był ze mną 12 lat i 4 miesiące (bez jednego dnia). Dostałam go mając 3 latka na dzień dziecka, czyli 80% mojego życia spędziłam właśnie z nim. Chyba przestałam być człowiekiem skoro nawet w sercu nie płakałam.

Czuję, że rodzice mnie kochają... nie wiem dlaczego teraz o tym piszę skoro są tacy jak zawsze i wiadomo, że większość (bo nie wszyscy.. niestety) rodziców kocha swoje dzieci ale właśnie teraz jakoś tak intensywnie poczułam tą ich troskę.

Wiecie, jestem zmęczona.. idę spać.
Kocham ten utwór... jest taki... pocieszny?
 

kasia2000a
 
neriel99
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Tu pisałam bardzo dłuugi wpis i się usunął więc w dupie to mam bo 45 minut zmarnowałam i tylko nerwy sobie zniszczyłam!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.